Minecraft: Kwadratowy hit już na VOD!
Kiedy Mojang Studios po raz pierwszy ogłosiło plany przeniesienia najpopularniejszej gry w historii ludzkości na wielki ekran, świat zamarł w pełnym niedowierzania oczekiwaniu. Jak przełożyć absolutną swobodę tworzenia, brak narzuconej fabuły i unikalną, surową estetykę opartą na sześcianach na język tradycyjnego kina? Po latach produkcyjnego piekła, zmianach reżyserów i burzliwych dyskusjach wokół pierwszych zwiastunów, „Minecraft: Film” w reżyserii Jareda Hessa w końcu trafił do kin. Ponadto niedawno zadebiutował na platformie Netflix – konto na tej platformie możesz wykupić w naszym sklepie – https://taniepremium.pl/produkt/netflix-premium-30-profil-konto/.
Czy to blockbasterowe widowisko, które zarobiło na świecie setki milionów dolarów, rzeczywiście zasługuje na Wasz czas, czy może jest tylko kolorowym, pozbawionym duszy produktem marketingowym? Zapraszamy do naszej szczegółowej recenzji.
Trudna sztuka adaptacji, czyli fabularne ramy dla bezkresnego świata
Największym wyzwaniem dla scenarzystów było stworzenie historii tam, gdzie gra celowo jej unika. Twórcy filmu postanowili pójść sprawdzonym i nieco bezpiecznym szlakiem kina nowej przygody, który młodsi widzowie mogą kojarzyć chociażby z nowej odsłony serii Jumanji.
Poznajemy czwórkę głównych bohaterów: Garretta „Garrisona” Garrisona (Jason Momoa), Henry’ego (Sebastian Eugene Hansen), Natalie (Emma Myers) oraz Dawn (Danielle Brooks). To grupa mocno niedopasowanych życiowo ludzi, z których każdy zmaga się z własnymi, codziennymi problemami. Ich losy krzyżują się w dramatycznych okolicznościach, kiedy to przez tajemniczy portal zostają wessani prosto do kwadratowego, fascynującego, ale i niezwykle niebezpiecznego Świata Gry (Overworld).
Aby przetrwać i odnaleźć drogę powrotną do domu, bohaterowie muszą nauczyć się zasad rządzących tą nową rzeczywistością. Szybko jednak okazuje się, że sami sobie nie poradzą. Na ich drodze staje legendarny Steve – w tej roli niezrównany Jack Black – ekscentryczny rzemieślnik i weteran, który w pikselowym świecie spędził już niemal całe swoje życie.
Jack Black i Jason Momoa – duet, który ciągnie ten wózek
Niewątpliwie największą siłą napędową filmu jest jego obsada, a w szczególności dynamika między Jackiem Blackiem a Jasonem Momoą. Black jako Steve jest dokładnie taki, jakiego moglibyśmy się spodziewać – głośny, charyzmatyczny, lekko przerysowany i niezwykle sympatyczny. Swoją kreacją wnosi do filmu mnóstwo ciepła i humoru, który trafia zarówno do młodszych, jak i starszych widzów.
Z kolei Jason Momoa, grający postać Garretta, pokazuje ogromny dystans do swojego wizerunku ekranowego twardziela. Jego postać bawi absurdalnym niedopasowaniem do sytuacji, a fizyczny humor z jego udziałem to jedne z najjaśniejszych punktów produkcji. Reszta obsady dotrzymuje im kroku, choć postacie grane przez Emmę Myers i Danielle Brooks chwilami nikną w cieniu ekranowych gigantów. Niemniej jednak, jako drużyna, bohaterowie budzą sympatię i łatwo im kibicować w trakcie kolejnych ekranowych potyczek.
Wizualny eksperyment: CGI kontra urok pikseli
To, co wzbudzało największe kontrowersje przy pierwszych materiałach promocyjnych, to oprawa wizualna. Twórcy zdecydowali się na technikę live-action połączoną z fotorealistycznym CGI. Zamiast czystej animacji w stylu The LEGO Movie, otrzymaliśmy prawdziwych aktorów wrzuconych w trójwymiarowy, renderowany świat klocków.
Jak to wypada na ekranie telewizora podczas seansu? O dziwo, zaskakująco dobrze. Choć początkowo zestawienie realnych ludzkich twarzy z geometryczną florą i fauną wywołuje lekki dysonans poznawczy. Jednak po kilkunastu minutach oko przyzwyczaja się do tej konwencji. Tekstury bloków, gra świateł oraz projekty kultowych mobów – takich jak owce, lamy czy złowrogie Creepery – wyglądają niesamowicie bogato i szczegółowo. Reżyserowi udało się uchwycić monumentalność sześciennego świata, co w scenach panoramicznych zapiera dech w piersiach.
Smaczki, easter eggi i miłość do oryginału
Dla każdego fana gry seans będzie prawdziwym festiwalem wyłapywania nawiązań. Twórcy odrobili lekcję i nie potraktowali materiału źródłowego po macoszemu. W filmie zobaczymy klasyczny proces craftingu (tworzenia przedmiotów), mechanikę działania czerwonego proszku (redstone), a fizyka płynów (tak charakterystyczna dla gry) staje się elementem kilku kluczowych żartów sytuacyjnych.
Sceny nocnych walk, w których bohaterowie muszą odpierać ataki hord zombie, szkieletów łuczników oraz piglinów, doskonale oddają ten specyficzny dreszczyk emocji, który towarzyszy graczom podczas ich pierwszej nocy w Minecraftu. Ścieżka dźwiękowa subtelnie nawiązuje do kultowych, ambientowych motywów autorstwa C418, co u wielu starszych widzów wywoła natychmiastową falę nostalgii.
Co nie zagrało? Minusy blockbusterowej formuły
Mimo niewątpliwego uroku, „Minecraft: Film” nie ustrzegł się wad typowych dla współczesnych produkcji familijnych. Fabuła jest do bólu przewidywalna. Każdy zwrot akcji, moment kryzysu w drużynie oraz ostateczne pojednanie można przewidzieć już w pierwszej ćwierci seansu. Scenariusz rzadko podejmuje jakiekolwiek ryzyko, woląc trzymać się bezpiecznych, hollywoodzkich schematów.
Niektóre żarty mogą również wydawać się zbyt infantylne dla dorosłego widza. Choć film stara się balansować na granicy humoru dla dzieci i puszczania oka do starszych graczy, szala zwycięstwa zbyt często przechyla się na stronę prostych gagów fizycznych. Ponadto, tempo filmu w drugim akcie nieco siada – faza ekspozycji i nauki rzemiosła przez bohaterów ciągnie się odrobinę zbyt długo, co na mniejszym ekranie domowego telewizora może skłaniać do sięgnięcia po telefon.
Werdykt: Dla kogo jest ten film?
„Minecraft: Film” na VOD to produkcja, do której należy podejść z odpowiednim nastawieniem. Nie jest to epickie arcydzieło fantasy na miarę Władcy Pierścieni, ani rewolucyjna adaptacja pokroju serialowego The Last of Us. To przede wszystkim lekka, niezwykle barwna i energetyczna komedia przygodowa stworzona z myślą o rodzinnych seansach.
Dla dzieciaków i młodszych fanów gry będzie to absolutny hit i wizualna uczta. Dla starszych graczy – przyjemna, nostalgiczna podróż do świata, w którym spędzili setki godzin. Produkcja okraszona świetnymi występami Jacka Blacka i Jasona Momoy. Jeśli szukacie niezobowiązującej rozrywki na weekendowy wieczór, która poprawi Wam humor i zachwyci oko dopracowaną grafiką, ten tytuł w pełni zasługuje na Wasz klik.