1670 - Czy to najlepszy serial w historii Polski

„1670”: Czy to najlepszy serial w historii Adamczychy?

Witajcie, Szlachto bracia, oraz Wy, miastowi Mieszczane przed szklanymi okienkami zgromadzeni! Jeśliście przez ostatnie miesiące nie pili wywaru z mandragory i nie zasnęli snem zimowym w stogu sianem krytym, z pewnością dotarł do Was pomruk wielkiego triumfu, co pod koniec 2023 roku wstrząsnął posadami Rzeczypospolitej. Oto bowiem na ekranach zagościł serial „1670” – fenomen na skalę globalną, choć wszakże ograniczony płotem naszej kochanej Adamczychy. Oto patrzymy w czasy minione, a oczom naszym ukazuje się obraz niesłychany, spowity w paradokumentalnym szaleństwie. Twórcy bowiem wzięli staropolską rzeczywistość i przyodziali ją w szaty mockumentu. To znaczy, że kamera patrzy nam w oczy, a bohaterowie zwierzają się z grzechów swoich prosto w obiektyw, niczym panowie na sejmiku.

Jan Paweł Adamczewski – Pierwszy influencer Rzeczypospolitej

Głównym motorem tej machiny dziejowej jest nie kto inny, jak sam Jan Paweł Adamczewski (w tej wiekopomnej roli Bartłomiej Topa). Mąż stanu, właściciel mniejszej połowy wsi i człowiek, którego ambicje sięgają daleko poza horyzont najbliższego chlewu. Jego wielkim, życiowym marzeniem, o którym opowiada z żarliwością w oczach, jest zapisanie się na kartach historii jako najsłynniejszy Jan Paweł w dziejach Polski.

Patrząc na jego metody zarządzania folwarkiem, trudno nie odnieść wrażenia, że oto mamy do czynienia z praojcem dzisiejszego korporacyjnego coachingu. Kiedy Jan Paweł prawi o motywacji chłopów do ciężkiej pracy na pańszczyźnie, brzmi wypisz-wymaluj jak współczesny lider marketingu sieciowego. Różnica taka, że zamiast bonusów w postaci darmowego abonamentu na siłownię, chłop w Adamczysze dostaje co najwyżej wolną niedzielę na biczowanie. Tylko pod warunkiem, że ładnie poprosi. Praca chłopów to wszak dla pana brata czysty zysk. Ponadto motywacja oparta na kiju i żądzy dominacji działa sprawniej niż niejedna aplikacja do zarządzania czasem.

Konflikt pokoleń w błocie, czyli XVII-wieczna młodzież

Choć od tamtych wieków dzieli nas niemal 350 wiosen, wystarczy spojrzeć na domostwo Adamczewskich, by pojąć prawidło: rodzice i nastolatki odwieczny toczą bój, a generacyjne przepaście istniały na długo przed wynalezieniem elektryczności. Dzieci głównego bohatera to żywe ucieleśnienie współczesnych archetypów, tylko sprytnie przefiltrowane przez pryzmat błota i słomy.

Oto Aniela – siedemnastowieczna aktywistka klimatyczna i społeczna. Dziewczyna, która z pasją walczy o prawa chłopów oraz planetę (nawet jeśli planeta ogranicza się do okolicznej stodoły). Obok niej staje Jakub – syn marnotrawny, cyniczny, wyrachowany duchowny. Chłopak jest nastawiony na czysty zysk i kościelną symonię, czyli po prostu współczesny rekin biznesu w sutannie. Stawka jest wysoka, a ambicje finansowe nie znają granic. Z kolei Stanisław, młodzieniec szukający majętnej partii, gotów jest oddać serce każdej pannie. Byleby tylko miała odpowiednie posagowe hektary – choćby i z samej Litwy. Byle wnosili do małżeństwa odpowiedni kapitał w postaci inwentarza żywego. I jak tu żyć, panie Janie Pawle, kiedy młodzież zamiast o sianie myśli o rewolucji i ekologii?

Dlaczego ten humor tak bardzo nas boli (ze śmiechu)?

Skąd ten potężny hałas i ból brzucha od śmiechu, gdy zasiadamy przed ekranami? Kluczem do sukcesu, za którym stoi genialny scenariusz Jakuba Rużyłły, jest potężne i bezlitosne lustro. Twórcy przystawiają je do naszych współczesnych wad, narodowych kompleksów i przywar z taką precyzją, że aż żal rzyść ściska.

W Adamchysie jak w soczewce skupia się nasza polska mentalność. Mamy tu odwieczną, wręcz świętą wojnę z sąsiadem o miedzę i „większą połowę wsi”. Mamy głęboko zakorzenione uwielbienie do kłótni pod hasłem: „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje – dlatego my wybieramy niezgodę”. A nade wszystko podniesione do rangi sztuki narodowej polskie marudzenie. Narzekanie na pogodę, na państwo, na sąsiadów, na podatki (lub dziesięcinę). To nasz prawdziwy sport narodowy, w którym dumni reprezentanci Adamczychy zdobyli już wszystkie możliwe złote medale.

Podsumowanie – z przymrużeniem oka

„1670” to dzieło wybitne, które broni się genialnym aktorstwem, ciętymi dialogami ociekającymi ironią oraz wszechobecnym, autentycznym realizmem mazurskiego bądź też małopolskiego błota w Kolbuszowej. To serial, który bawi do łez. Jednocześnie zmusza do refleksji nad tym, jak niewiele zmieniło się w naszych głowach przez te wszystkie stulecia.

A jeśli zastanawiasz się, gdzie obejrzeć te sarmackie podboje na własnym ekranie, spieszymy z doniesieniem: cały serial znajdziesz w ofercie serwisu Netflix. Co najlepsze, dostęp do platformy zdobędziesz bezpośrednio w naszym sklepie internetowym – https://taniepremium.pl/produkt/netflix-premium-30-profil-konto/. Nie zwlekaj więc, zaopatrz się w cyfrowy prowiant i ruszaj do Adamczychy razem z nami.